Różne Przymiarki

Poczynając od 2002 Tomasz Pryjma dokonywał prób uczestnictwa w różnych ciekawych imprezach.

Pierwszą z imprez była próba w Lion Winter Challenge w 2002 roku - Żukowo 22-24.02. W parze wraz z Emanuelem Lisem dokonaliśmy haniebnego zagubienia się w lasach przed 3 punktem. Nań dotarliśmy wreszcie 5 minut po wyznaczonym czasie końcowym ... Może i dobrze, bo jak wieści niosą, 4-go punktu nie było. Nas na pewno by to mocno zagotowało, a czołowych zawodników naturalnie pobudziło do ożywionej dyskusji. Aha, poza poszukiwaniami leśnyni pragnelismy wytyczyć nową drogę przez rzeczkę ... Niestety była za szeroka, czytaj + 5 km ...

Kolejną próbą był Harpagan 27 - Bytów - wiosna'2004. Tym razem wraz z Piotrem Ponceleuszem dzielnie pomykaliśmy po leśnych ostępach, klucząc tu i ówdzie i szukając namiętnie niektórych punktów ... Po 12 godzinach zamkneliśmy pierwsze kółko, czyli 50 km. Ambicje sięgały dalej, moc też może, lecz niestety nie nogi. Miesiąc wcześniej kupiliśmy świetne buty do chodzenia ... Buty może i dobre, lecz nogi nie chciały z nimi współpracować. Krew, pot i łzy ... Efektem jest nasze wspólne 258 miejsce z czasem 15:23 na 551 sklasyfikowanych osób.

Chęć do zmierzenia się ze 100 km przejawiła się na niejakim Zażynku rozgrywającym się latem koło Białegostoku. Tym razem naiwnie udałem się tam z 7 letnim synem Fryderykiem. Szliśmy sobie piękną trasą zbierając tysiące grzybów ( ręce mnie już bolały ... ), po kilku km stwierdziliśmy że chyba pierwszej pętli - ok. 50 km nie pokonamy, ale że moc i chęć była, postanowilismy wrócić inną drogą ... Tatuś zaczął nawigować ... I niestety dał ciała ... W efekcie po licznych perturbacjach oceniam że pokonaliśmy ok. 35 km i po 9 h zjawilismy się w bazie. Dla ciekawości dodam że synek kochany nie przestawał mówić od 8 -tej rano, skończył dopiero w samochodzie koło 22-ej ...

Jesienią znów był Harpagan 28 - Kościerzyna - jesień'2004. Tym razem towarzyszyła mi żona Katarzyna. Ostrożnie i precyzyjnie nawigowalismy do 2 punktu. Trzeci okazał się wielką niewyobrażalną pomyłką. Naprawa kosztowała nas kilka km i przede wszystkim upadek motywacji. Za motywacją padły siły. Nie dotarliśmy do 4-ki ... Było tego niecałe 30 km. A więc syn lepszy !!! Powrót do bazy, samochodem z pieczywem, polecam!Efektem jest nasze wspólne 373 miejsce z czasem 06:50 na 399 sklasyfikowanych osób.

Wreszcie zawody treningowe w okolicach Podlesic organizowane przez Sport Event pod koniec października 2004. Towarzyszyli mi żona Katarzyna i syn Fryderyk. Towarzyszyli, ale odmówili współpracy w terenie. Tym samym spróbowałem sam, jednakże przytłoczony magią nazwisk najlepszych polskich zawodników wstydliwie oficjalnie nie zgłosiłem się do rywalizacji. Ruszyłem na każdą z tras, biorąc swoją prywatną mapę i decydując się skosztować zaledwie 2 - 3 punktów z każdego elementu zawodów. Okazało się że nie było tak źle i punkty były dość sprawnie odnajdywane. Pomyślałem że nie wszystko jeszcze stracone i można próbować postartować w ciekawszych zawodach ...