ODYSEJA ŚWIĘTOKRZYSKA'2005

Dzień 1.
Tym razem rowerowy wyczyn.
Tradycyjnie przyjechaliśmy z Wojtkiem tuż przed startem
Nomem Omen znów mamy numerek startowy 44 ...
Good.
Przed startem dostajemy mapki z wyborem punktów do przejechania. Raz dwa trzy i decydujemy się na odpowiednią kolejność.
Ruszamy. Na początek 5-tka, zaraz po skręcie z asfaltu wywalam się potężnie. Wojtek mowi że myślał że już nie wstanę... Jedynym niestety przykrym elementem jest kompletne zniszczenie świeżo zakupionego mapnika. Kurcze, kurcze, kurcze.
Piątka idealnie, przed 2-ką małe bezsensowne bładzenie. 1,3,4 idealnie. Wjazd a właściwie wciąganie rowerów na Telegraf całkiem ok.
Prosta droga do 6-ki, niestety okazuje ząbki, gdzieś straciliśmy szlak i wyniosło nas na płd. wschód. Potem 7-ka, ok. Trochę mantykujemy co i jak, ostatecznie Wojtek decyduje - asfalty i tyle.
Od 8-ki ciekawa koncepcja wpierw 10-tka, potem 9-ka. Rzadki, jak się okazuje koncept ale naprawdę sensowny.
W Cisowie przerwa na piwo i analizę. Nie, chyba nie ma szans zebrać wszystkich punktów w czasie?
Konkretną drogą na Lipice, potem 12-ka, 13-ka i 11-ka. Po niej zostało już tyle czasu że nie zdążymy. Namawiam jednak na piachy i ... nagle okazuje się ze chyba, chyba... Tak jesteśmy w limicie !!! 44 miejsce na około 70 zespołów. Może być.

Dzień 2.
Dzisiaj startujemy na trasę krótszą. Wiele elementów już znamy więc dobrze. 1,2,3,4 - no problem. Na 5-ce dajemy nieco dupy, nieco nas wyniosło... 6,7,8,9 - no problem. W zasadzie.
Znowu zastanawiamy się czy zdążymy. Jakoś zachęceni przez obsługę nieco przyśpieszamy. 10-tka... Walka do 11-ki i już jesteśmy pewni. Tak! Zdążyliśmy! Poprawiliśmy wczorajszy wynik na pozycję 40-tą.
Całkiem, całkiem. Poza tym nasza trasa tak wiele nie odbiegała od najlepszych.