IV Ekstremalny Rajd Orła'2005

ROAD BOOK - oczami tego który z tyłu "miele".
BAZA - w miarę normalnie, ale jednak wolimy spać na dworze - jest fantastyczna pogoda. Miłym akcentem jest wspólna kolacja. Bogracz czy ???? Oto jest pytanie?
START - miał być w Ośrodku Jeździeckim, jest w Bazie > dobrze. Mapy pojedyncze na zespół - nie dobrze.
PK 1 - mimo prostej drogi, różna ona przybiera formy dla poszczególnych zespołów. My o dziwo jedziemy ok. Szkoda tylko że nie mogę obserwować mapy bo Wojtek ją pobrał i jedzie z przodu !
PK 2 - znowu udało się troszkę podgonić i niektórych wziąć bokiem ...
ZS 1 - z przyjemnościa wykorzystuje chęć obsługi do wpięcia liny do uprzęży, nie trzeba się wysilać !!!
PK 3 - bez komentarza.
ODCINEK KAJAKOWY - piękna woda w Sosinie. Z ofiarnością wysiadam aby przyklepać karty na kolejnych punktach. Na dwójce niestety przewracam się na śliskim betonie i woda mnie wciąga !!! Krzyczę ratunku i notuję brak ofiarności ratownika. Nie chce mnie ratować. Ze śmiechu nie mogę wdrapać się do kajaka. Na końcu kąpiel bo jest naprawdę świetnie. Niestety Wojtek przecina stopę - nie świetnie.
PK 4 - Ostro Góra jest naprawdę Ostra !! Trza pchać rower!!.
PK 5 - piękny zjazd, niestety mój rower odmawia posłuszeństwa i nie chce jechać więcej niż 47 !! Czy ktoś zamontował mi blokadę??? Wreszcie porządne odcinki leśne, a nie asfalty. Troszkę mieszamy w lesie, ale pozytywnie, może i dodajemy kilometry, ale ładniejsza droga i trochę możemy się nawet przesunąć do przodu.
PK 6 - kontynuujemy koncepcyjne przejazdy leśno - asfaltowe.
PK 7 - o kurcze! Tutaj mieszkałem i pracowałem przez pół roku. Cholerne kamieniołomy! A tak na marginesie to chyba już Dolinki Podkrakowskie a nie ziemia Chrzanowska ...
PK 8 - niby las ( Puszcza Dulowaska ) a cholerne asfalty skwierczą !
PK 9 - kontynuujemy asfalty.
BnO - jeden mały błąd na trasie, reszta w porządku i raczej prosto. Człowiek zawsze się uczy: dowiedziałem się co to jest np. mulda - a zawsze myślałem że to co innego ... Niestety na mecie notuję brak plecaka. Cóż ( komentarz gdzie indziej ).
PK 10 - tempo na odcinku spadło, brak płynu, depresja poplecakowa, kac moralny itp.
ZS 2 - miłe chłodzenie w wodzie, ucieszone faktem że organizator dowiózł mój plecak w częściach - ale prawie kompletny! Jakiś fagas porozrzucał rzeczy w potoku i ukradł batona. Głodomór cholera. Trzeba uważać - bo gdybym na przykład protestował to mógłby i zabić za batona! A na marginesie - nie zgadzam się z organizatorem że na moście istnieje możliwość zamoczenia pośladków. Tam po prostu istniała możliwość nie zamoczenia czubka głowy - ale tylko istniała.
PK 11 - dla niedoinformowanych podaję - asfalty. Miłym przerywnikiem 2 piwa w skromnym osiedlowym sklepiku i baton.
PK 12 - bez asfaltów. Ładny zamek, miało być ZS jest ludowy festyn. Niestety nie dla nas - niedopatrzenie organizatora.
PK 13- asfalty, asfalty, asfalty. Wieczór nadchodzi i głupio jedzie się bez tylnej lampki którą ktoś zaje ...
PK 14 - asfalty, 2 kilo szutrówką i znowu asfalty...Przypomina mi to rajd miejski ...
PK 15 - kontynuujemy asfalty. O - szutrówka !!! Super.
PK 16 - bez komentarza - podobnie jak poprzednio.
PK 17 - jak wyżej. Przepak i przygotowanie do trasy pieszej.
PK 18 - cudowny, wspaniały, niezapomniany odcinek, idealnie prosto ....( asfalty też )...
PK 19 - jakoś nie dotarło do nas że na niektórych punktach nie ma obsługi. Cóż należy wybaczyć weteranom - w końcu słuch nie ten ... Szukaliśmy obsługi a nie sosny - ot problem. W końcu po monicie do organizatora - sosna w ciągu 2 minut wyrosła przed nami ...
PK 20 - asfalty. W Pałacu Wojtek odmawia dalszej drogi. Okazuje się że jego noga nie jest już władna. Rana uzyskana w Sosinie teraz powiedziała swoje. Idę dalej sam.
PK 21 - wycinam ładny temat, do ogrodzenia autostrady, a pod nią przez mostek dla skromnego strumyczka. Po drodze atakują mnie liczne wielkie pająki. Przy punkcie znów zaznajamiam się z pojęciem muldy ...
PK 22 - Znane już mi Dworzysko - tym razem z innej strony. Bardzo ładny odcinek.
ODCINEK SPECJALNY - lecz nie wiem co i jak. Idę. Okazuje się że drogę wyznaczają wiszące kawałki taśmy banerowej > więc jak po sznurku. Trasa poprowadzona dość humorystycznie i wesoło. Wąwóz Dziwiesiółka kładzie mnie na kolana - dosłownie. Jest piękny, szkoda tylko że tam tyle śmiecia. Jest także wymagający i zaczynam puchnąć. Czas kurczy się nieubłaganie.
PK 23 - Znów się czegoś uczę! Okazuje się jak wygląda półka skalna. Wreszcie wiem. Niestety mój czas się kończy. Jestem tutaj dokładnie o 11 -tej. W momencie kiedy kończy się limit. A więc czas kończyć. Cóż taki los.

"Proszę o wybaczenie z tymi asfaltowymi złośliwościami, ale po prostu nie stać nas było aby specjalnie inaczej poruszać się w terenie ..."