Gringo II'2006

Skuszeni dobrymi opiniami postanowiliśmy z Wojtkiem udać się na drugą edycje Gringo.
Postanowiliśmy jednakże wystartować w kategorii solo a nie razem. Tak aby spróbować samodzielności i solowo docierać różne elementy pokonywania tras.
Startowaliśmy w pierwszej grupie. Dziwnym trafem znalazłem się na czele rowerowej stawki. W pewnym momencie zacząłem jednak zwalniać bo jednak nie jestem przywyczajony do tego tupu akcji. Rozpędzony tłum mało co mnie nie stratowała - naturalnie rowerami. Wkrótce efektem tego był upadek do dużej mokrej kałuży! A to nawet jeszcze nie pierwszy PK a ja już mokry!
Przed 2-ką niestety troszkę nadjechałem polną drogą , cóż, tak bywa. Po wyjeździe na afalt ufnie kieruję się w wyznaczonym mapą kierunku. Zadowolony przepycham się przez sporą górkę notując że jestem sam. A więc ok., odrabiam straty!
Po dłuższej chwili zaczynam być jednak zaniepokojony. Tak chyba nie powinno być? Analizuję mapę i odkrywam straszną prawdę ! Udałem się na PK 8 a nie na PK3....
Zasmucony kieruje się we właściwą stronę, burcze pod nosem na mapę i na siebie, przełykam że nie będę mógł walczyć o czołowe miejsca. Ba, zastanawiam się czy nawet nie zrezygnować. Smutne myśli mnie powoli omijają gdy mijam jednego, drugiego, trzeciego zawodnika. Nie ma co marudzić, trzeba się brać do roboty!
Kolejne 2-3 punkty idą bez problemu, troszkę nadużywam lasu zamiast dróg, ale niech tam. To pewnie za karę!
Rozrywka w potoku, a chwilę potem długi i dość stromy podjazd, a potem spisywanie z krzyża jakiś znaków. Na mecie okazało się że niestety nie spisałem tego co potrzeba. Łaskawi organizatorzy uznali jednak moją pomyłkę za dopuszczalną. Dzięki!
Tuż przed końcem etapu rowerowego mamy etap pływacko - pieszy w jeziorku. Potem zostaje już tylko krótki dojazd do bazy, na zmianę środka lokomocji na kajak. Mijam się z Wojtkiem, kilkoma osobami. No tak, na cóż mogę tu liczyć! Szybka przebiórka i dalej na wodę. Zostało jeszcze kilka kajaków, może nie jest tak źle?
Długo na wodzie nie widzę nikogo. Dopiero po przenosce dopadam Wojtka, i jakiś dwie trzy, osady. Rozpycham się i wyprzedam powoli wszystkich. Na mecie kajaków okazuje się że jestem trzeci! Nieprawdopodobne! Trzeba liczyć jednakże jeszcze na tych startujących pół godziny później, ale, ale ...
Zmiana obuwia i do biegu, pierwsze dwa punkty idealnie, za drugim zaczyna się nieco niepewności i prawdopodobnie zwolnienie tempa. Osiągam jednak pomimo zawrotów koncepcji mapy właściwy punkt. Teraz przede mną dojście do początku etapu specjalnego - akcja w rowie.
I tu zaczyna się dramat. Niestety coś rozmijam się z mapą i terenem. Walczę i walcze, a minuty płyną nieubłaganie .... Straciłem się w kosmosie! Po ponad pół godzinie albo i więcej w końcu wychodzę na początek rowu. Chce się płakać.
Nadrabiam i nadrabiam, ale pewnie jest już pozamiatane. Znowu nici z fajnego miejsca.
Szczęśliwie nie jest tak źle. Klasyfikacja generalna 6 miejsce, klasyfikacja solo czwarte miejsce. Nawet nawet! Wojtek w obydwu o dwa oczka z przodu - on trafił do rowu idealnie !!!