Dymno 2007

Po zeszłorocznym występie na Dymnie. Nie muszę dodawać że bardzo nieudanym. Muszę przyznać że nieco się obawiałem. To po prostu wymagająca impreza.
I początek rzeczywiście to potwierdził. Poszukiwania pierwszego punktu to wstyd i upokorzenie. Jak to się stało, mógłbym pytać do dzisiaj. Ale w końcu udało się najść na punkt i ruszyć dalej.
Każdy kolejny punkt trasy pieszej powoli, powoli poprawiał moją pozycję. Ale jednak jak by nie patrzeć to straty z początku imprezy nic już nie mogło zmienić...
Generalnie poza ową jedynką dalej nie robiłem już żadnych wtop.
Po przybyciu na przepak ruszyłem w rowerową trasę, zaraz na początku zetknąłem się z Maćkiem Rekiem z którym przebyliśmy kilka pierwszych punktów. Potem jakoś się rozjechaliśmy i już więcej chyba nie widzieliśmy.
Pewne kłopoty spowodował jeden punkt w Jabłonnej, zmitrężyłem zupełnie bez sensu kilkanaście minut w krzakach. Następnie najazd na specjalny odcinek znajdujący się na łąkach także spowodował kilkanaście minut strat.
Fantastyczna mapa fotograficzna na kajakach była doskonałym przerywnikiem. Tam mógłbym odbić sobie z kolei kilkanaście minut, gdyby nie zguba karty specjalnej i konieczność przebycia prawie wszystkich punktów raz jeszcze ...
Końcówka odbyła się więc w wersji rekreacyjnej. Startowałem naturalnie w wersji typu rajd przygodowy. Zająłem ostatecznie 11 miejsce, a potem jak się okazało pierwsze w swojej kategorii wiekowej. Jak na te wyczyny to dość przyzwoicie ...