Harpagan 33 czyli - "płonne nadzieje..."


Rok 2007 rozpocząłem mocnym postanowieniem zabłyśniecia w Pucharze. Udział w zimowym ZMP był zdecydowanie obiecujący. Start w tym Harpaganie miał być przełomowy.
Miał pociagnać mnie dalej.
Start zacząłęm więc dość ambitnie. PK1 niestety trochę przekosiłem, musiałem się wracać jakieś 300 metrów. Ze wstydem spuszczałem głowę kiedy mijały mnie dziesiątki osobników ...
Wziąłem się jednak w garśc i poprzez strumyk, pola i wreszcie drogę polną zacząłem mocno podduszać. Na asfalcie przycisnąłem dość mocno i wyprzedziłem kilkadziesiąt osób.
Na PK 2 melduje się zdziwiony na 2 miejscu. Kolega pierwszy jest przede mną zaledwie kilka sekund, ale wybiera inną opcje i tracimy się z oczu. W efekcie na trójce na którą nieco niestety błądzę melduje się pierwszy.
W zadowoleniu i samozachwycie zaczynam popełniać błędy. Po pierwsze zamiast w konkretną przecinkę ścina mnie w zupełnie inną stronę. Powód banalny. Duży dzik. Ale i to mnie nie usprawiedliwia. Potem z kolei na mapie nie dostrzegam drogi po właściwej drodze jeziora i tnę troszkę nie tędy ...
Kosztuje mnie to wiele wysiłku i dużo wilgoci. Na PK4 melduje się już niestety jako czwarty, a naciska mnie już spore grono harpaganów ... W zbiegu popełniam kolejne błędy i tracę cenne minuty. Kiedy osiągam płaskowyż nadal mnie nie oświeca i wybieram wariant który chyba nikt nie ćwiczył. Kolejny punkt i nic się nie zmienia. Natomiast następny osiągam w jakimś czasie dość zadziwiającym i znowu nie po optymalnym wariancie.
Sytuacja nie zmienia się aż do półmetka. Wychodzę na następną pętle jakoś w pierwszej dziesiątce. A więc nie wszystko jeszcze stracone! W którymś momencie dochodzą do mnie Maciek Rek i wspaniała Łucja Łachut. Trochę idziemy razem, ale niedługo porzucam ich na rzecz autorskiego wariantu który w efekcie kolejnych błędów i otumanień doprowadza do straty blisko godziny ....
Na marginesie linię kolejową odczytałem jako drogę i odwrotnie ...
Po 2 -3 godzinach dochodzę moją miłą parę. Niestety sytuacja się powtarza. Znów gmatwam się samotnie w lesie. Nie rozumiejąc siebie i wszystkiego. Zdeterminowany jestem nawet zakończyć tę nierówną walkę.
Znajduje jednak punkt i powoli, powoli kieruję się dalej. Tracę kompletnie motywacje i mijają mnie kolejne liczne osoby.
Taka sytuacja utrzyma się już do końca. Kończę na 43 - im miejscu ...z czasem 21 :45. Tragedia ...
Ilość popełnionych przeze mnie błędów jest porażająca - czas też bardzo bardzo smutny ...
A miało być tak pięknie ...