EMMET CROSS II


W dniach 26 - 28 marca rozegrany został Emmet.Cross II - Miejski Rajd Przygodowy - Śląsk'2004

INFORMACJE PODSTAWOWE

Organizatorem i jedynym Sponsorem była firma EMMET Sp. z o.o.
Impreza odbyła się pod patronatem prezydentów wielu miasta Śląska.
Patronami medialnymi byli: Dziennik Zachodni,onet.pl, radio Planeta, napieraj.pl
Oficjalnym napojem imprezy był KOOP dostarczony przez HOOP SA.
Partnerami imprezy byli: Sportowa Dolina - Dolomity, Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku, Park Wodny, Relis, SMZT.
Sponsorem była firma EMMET, TECHNIKA GÓRSKA, HENKEL oraz CALLIDA.
Dyrektorem imprezy był Tomasz Pryjma; Kierownikiem Biura Cezary Białek; Sędzią Głównym Tomasz Pryjma i Wojciech Wasilewski;
Obsługą imprezy zajmowały się osoby współpracujące z firmą EMMET

Pierwsze miejsce dwójki Ireneusz Waluga i Dariusz Bonarski - Mapy Ścienne Beata Piętka. Czas 20:02 h i 689 punktów.
Drugie miejsce dwójki Bartłomiej Wower i Dariusz Wójcicki - Koliba Chorzów. Czas 20:46 h i 581 punktów.
Trzecie miejsce dwójki Marcin Mazur i Adam Sitkiewicz - Zemsta Nietoperza Team. Czas 19:51 h i 577 punktów.

Pierwsze miejsce soliści Daniel Śmieja - Liro Team. Czas 19:13 h i 595 punktów.
Drugie miejsce soliści Piotr Majcher - Majcher Team. Czas 20:10 h i 590 punktów.
Trzecie miejsce soliści Maciej Dubaj - Liro Team. Czas 20:51 h i 473 punktów.

Pierwsze miejsce kobiety Kasia Polak. Czas 21:46 h i 512 punktów.

KILKA SŁÓW O IMPREZIE

Ostatecznie 26 marca praktycznie połowa naszej firmowej ekipy znalazła się w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku pod osławiona Przystanią. I się zaczęło. Okazało się że szefowa marketingu Parku wyjechała, pracownicy się zwolnili lub protestują, Prezes jest w depresji a rządzi stróż.
Nie było dla nas miejsca w Przystani. Ale, z kim jak z nie z kim, ale ze stróżem da się dogadać. Zaanektowaliśmy Przystań, może nie na takim poziomie jak liczyliśmy ale szczęśliwie że w ogóle.
Ostatnie przygotowania i zbliża się upragniona godzina 12 w sobotę. Podniecenie udziela się także memu synowi i krzyczy na ile to jest możliwe w jego wykonaniu START.
Założenia imprezy mówiły że w istocie podczas jej przebiegu najważniejsza jest przygoda. Od początku zakładałem że ma się pojawić wiele niespodzianek, zwrotów akcji, niedomówień, nie do końca czytelnych wskazówek itp. Rozumiem naturalnie że dla wielu z zawodników brak wielkiego świecącego lampionu w lesie jako PK jest karygodnym niedopatrzeniem; rozumiem że przeliczenie trasy według odległości z małych uliczek i polnych ścieżek a nie obwodnicy miejskiej wskazuje mnie jako osobnika absolutnie nie znającego się na realiach organizacji rajdu; rozumiem że wytyczenie trasy na leśnych szlakach jest przykładem ignorancji i braku szacunku dla zawodników itp...
Pragnę tylko zauważyć że osoby które chcą się ścigać na bieżni lub stadionie są proszeni o udanie się w takie miejsca.
Emmet Cross jest tworzony dla twardych ludzi dla których żadne przeszkody nie są dziwne, a postawione zadania nawet najdziwniejsze, najśmieszniejsze są do wykonania. Podczas tej imprezy nie można liczyć na doskonałe mapy, nie można spodziewać się wspaniale oznaczonych punktów itp. Trzeba oczekiwać wielu wielu niewiadomych.
Plan techniczny realizacji był dobrze przygotowany, jednak jak wiemy nawet mały szczegół może wiele namieszać. Kiedy ruszyłem w ślad za zawodnikami pierwsza dała znać o sobie przyczepa. Trzeba było poświęcić jej kilka cennych minut. Pierwszy w kolejności był etap pieszy. Nasze założenia dotyczące czasów sprawdziły się idealnie. Zawodnicy nie popełniali karygodnych błędów, nie błądzili i stawiali się tam gdzie mieli w stosownym czasie.
Powoli kształtowała się czołówka i sądząc po nazwiskach była ona taka jak powinna być. Nagle, po 4 PK stawka rozciągnęła się. Ostatnie osoby które pojawiły się na 5-ce były już po czasie jednak postanowiliśmy puszczać je dalej. Sytuacja pogłębiła się na następnych punktach, tak więc po wejściu na rowery - pierwsi wyruszyli z ponad 2 godzinnym "bonusem".
Dwaj sędziowie główni: Tomasz Pryjma i Wojciech Wasilewski poruszali się po całym terenie przypuszczalnej trasy, analizując sytuacje i przebieg imprezy oraz przerzucając obsługę w coraz to nowe zakamarki aglomeracji śląskiej. Wkrótce też okazało się że zmierzch który zapadł i gęstniejące warunki - śnieg, deszcz i temperatura zwolniły tempo akcji. Wyzwania kolejnych punktów dały się we znaki. Praktycznie 6 osobom daliśmy prawo dalszego działania nie usuwając ich z imprezy. Ale tylko do czasu. W końcu jedną dwójkę musieliśmy zdyskwalifikować - powodem była zbyt duża strata do czołówki i dotarcie na Pk bardzo długo po jego zamknięciu.
Kolejny problem pojawił się nam na terenie OS rowerowego. Nasza obsługa miała zdecydowany moment osłabienia funkcji, mieliśmy poważną awarię samochodu i wreszcie nasza czołówka kompletnie pogubiła się w terenie. Wobec powyższego powzięliśmy decyzję o zniesieniu na najbliższych 3 PK limitów zamknięcia. Dzięki temu utrzymaliśmy na trasie całą ekipę. Inaczej musielibyśmy dokonać dyskwalifikacji blisko połowy uczestników.
Po uporaniu się z problemami zaczęliśmy uważniej obserwować trasę, tym razem spore grono zawodników stanęło na bakier z regulaminem. Chwilowo odwróciliśmy oczy w inną stronę, zajmując się takimi kwestiami jak chociażby rezygnacjami z imprezy kilku osób, które już nie były w stanie kontynuować imprezy. Efektem naszych przemyśleń było skrócenie trasy o 3 PK, dzięki temu zabiegowi wyszliśmy naprzeciw uczestnikom aby zmniejszyć ich wysiłek i biorąc aktualną sytuację pod uwagę umożliwić możliwie największej ilości osób dokończenie imprezy.
Kolejnym krytycznym miejscem był tzw. most - miał to być klasyczny most alpinistyczny, jednak w ostatniej chwili wstrzymano nam zgodę na przygotowanie go w idealnym miejscu. Musieliśmy improwizować i przygotować praktycznie rzecz biorąc przeprawę na pontonie z użyciem liny. Jednym słowem most w przenośni ... Ale nie ma rady. Z niektórymi instytucjami się nie wygra. I tyle.
Jak się okazało, sporo zamieszania spowodowało podtopienie jednego z uczestników. Obsługa ruszyła na ratunek ( i słusznie ) zapominając jednakże nieco o swojej podstawowej roli.
Potem było już raczej z górki. Następny PK mógł jeszcze stwarzać problemy orientacyjne. Lecz potem praktycznie "prosta" droga wiodła już na Przystań. Czekała tam ścianka wspinaczkowa. Jak wyrok. Przynajmniej dla niektórych. Wielki podziw dla tych którzy zmagali się z nią. A wbrew pozorom było z Kim, Czym.
Dzięki, dzięki serdeczne dla uczestników że przybyli, że uczestniczyli, że w większości porządnie walczyli ze swoją słabością i przeciwnościami na trasie. I że dobrze się bawili.
Dzięki wielkie dla Krzysia z www.napieraj.pl że większość czasu spędził z nami na trasie obserwując co się dzieje. Dzięki dla napieraj i dla Gawła który nas wspiera i dobre słowa przekazuje.
Dzięki dla Sponsorów, dla tych co choć część kosztów tego przedsięwzięcia ponoszą.
Dzięki dla Emmetu że finansuje to co pozostaje, a jest tego sporo.

pliki do pobrania:

wyniki ostateczne